O KRYTYCE I SIELSTWIE
W środowym numerze „Dziennika Powszechnego” czytaliśmy artykuł: Co są prawidła? — Jest to nowa protestacja zdziałana przeciwko dążności rozpraw o „krytyce i egzaltacji”. Postrzegamy, iż żadna teraz usilność nie podniesie nachylonej do upadku przepisów teorii i systematu policji na Parnasie, skoro zdanie tak znamienitego literata, jakim jest Brodziński, wymownie zalecające owe systema, nie trafia do przekonania wszystkich czytelników.
Podciągnienie krytyki pod widok naukowy, a bardziej sprostowanie omylnych pojęć, jakoby tej nauce służyła władza ustawodawstwa i karności, sprawi niemało ważną korzyść w te-raźniejszej literaturze polskiej. Zatem często zwracać będziemy baczenie czytelników na rzetelne powołanie i obowiązki krytyki, żeby się te prawdy w ich rozumieniu powoli utwierdzały.
Miejmy to zawsze w pamięci:
Główną, najpierwszą, powinnością krytyki umiejętnej jest: wybadać, rozświecić systema pojęć i wyobrażeń czy zapadłej w przeszłość, czy obecnej cywilizacji. Literatura zamykająca w tworach naukowych, poetyckich i kunsztownych ogólną masę owych pojęć i wyobrażeń, wzięta w rozmysł krytyczny, ułatwia wykonanie tej pracy. Krytyk przysparza materiałów dzie- jopistwu. Zbiera, rozstrząsa, porządkuje; świeci historii. Opowiada: „co było”, wystawia w istnej prawdzie: „co jest”. Ale nigdy nie rozkazuje, nie rządzi. Nie mówi, że „tak a nie inaczej ma być”. Jak numizmatyk z medalów odkrywa i ustanawia pewne daty; jak heraldyk z znaków, figur i godeł na herbach wyjaśnia wątpliwe zdarzenia i po wielekroć niesie wspomożenie rozumowaniu i kombinacji historycznej; jak na ostatek geolog z żył kruszcowych we wnętrznych ziemi pokładach, z gór, kamieni i minerałów na jej powierzchni zgaduje daleką prze-szłość natury: tak samo krytyk przenika do istoty ducha histo-rycznego ludu, rozważając pomniki jego artystów, dzieła jego mędrców, pieśni jego poetów.
Takim krytykiem był Winckelmann co do plastycznych po-mników starożytnej Grecji; takim jest Lelewel w naszym krajowym śledztwie dziejopiskim; takimi są Schleglowie we względzie poezji wszystkich niemal wieków i plemion. Że tylu innych sławnych pisarzy nie wspomnimy.
Ale postrzeżenia i obserwacje jedyne, drogie nabytki tej po-żytecznej pracy, żadnego przymusu nie wkładają na żyjących pisarzy i artystów, którzy są albo chcą być reprezentantami swego czasu. Tym mniej obowiązywać mogą na przyszłość prawidła, wyciągnione z rozbioru krytycznego tworów umarłej lub konającej cywilizacji, jaką np. była klasyczna grecka lub rzymska naśladowana z greckiej, jaką jest dawniejsza francuska. Dlatego dobrze powiedział J. B. O. w ,,Dzien[niku] Powszechnym]”, że prawidła Arystotelesa są pomnikiem cywilizacji greckiej, zebraniem w całość, roztrząśnieniem jej tworów, ale nie mają mocy prawodawczej.
Ten jest naukowy widok krytyki i prawideł. Tę prawdę głęboko uczuli Anglicy i Niemcy; Francuzi zaczynają wchodzić w jej rozumienie. Z kolei i my, Polacy, wyrozumieć ją powinniśmy. Że atoli to nie tak łatwo, jak się zdaje, przekonywają następne wyrazy Brodzińskiego:
„Ludy słowiańskie, tyle w pierwiastkach swoich do Greków zbliżone, najłatwiej powtórzyć mogą dawny prosty i szlachetny smak grecki” (str. ).
Co jednak być nie może. Nigdy się hellenizm nie odrodzi w Sławiańszczyźnie. W żadnym kraju smak grecki nie został powtórzony. Czynione ku temu usiłowania skutek po wszystkie czasy zawodził. Na próżno chcieli Rzymianie pohellenizować rozumy i uczucia swoje, choć się własnymi oczyma patrzali na schyłek greckiej cywilizacji. Jedyną radą, która by teraz sła- wiańskim pisarzom i sztukmistrzom w posłuch iść powinna, jest to, żeby niczyjej nie słuchali rady; żeby we własnym sercu poezją i piękność wynaleźli, nie zważając na obce przepisy i wzory. Takie i tym podobne wyrażenia w dziele szanownego autora zniewalają nas do powtarzania spowszedniał ej prawdy: że kogo Opatrzność z rodu powołuje czy na poetę, czy na sztukmistrza, czy na wielkiego pisarza, ten zapewne lepiej wie, co mu służy, a czego się wystrzegać powinien, aniżeli wszyscy razem krytycy. A kto nie ma wrodzonego daru, temu przykłady nic nie pomogą, zaostrzą tylko u małych ludzi chęć dostania wielkiej sławy.
My przeto, „fabrykanci artykułów gazetowych”, nie wzywamy — jak pisze Brodziński — do anarchii i rozpasania imaginacji w imieniu filozofii, ale ostrzegamy krytyków, żeby się przemocą nie wdzierali w granice twórczego ducha. Usiłowaniem naszym jest podać w wątpliwość zdanie sędziów niewłaściwego areopagu, obwołujących doświadczenie i naukę pomiaru jako środek podniesienia literatury. W imieniu filozofii i historii wzywamy wszystkie talenta Polski, czyniące tak piękną o sobie nadzieję, żeby szukali natchnienia w niebie, nie na ziemi. Bo tylko to jest piękne i wielkie, co stamtąd pochodzi. Słowem: otwartą wojnę wypowiedzieliśmy estetycznemu empi- ry zmówi.
Nazbyt poważamy osobisty charakter, naukę i zasługi sza-nownego profesora, żebyśmy chcieli ze śmiesznej strony nicować niektóre jego opinie co do dążności literatury polskiej. Ale niechaj sam przyzna Brodziński, nie pobudzająli do tego owe zalecane przezeń zdrowe, proste i serdeczne uczucia, owe powszechne zamiłowanie w sielstwie, ów idyllizm, który on poczytuje za podstawę prawdziwego smaku wszelkiej poezji? Trudno pojąć, co znaczy podstawa poezji. Czyliżby- śmy np. nie mogli rzec w duchu dziennikarskim, że i my kiedyś byliśmy w idyllizmie, w tej Arkadii uczuć, ale że na słocie i dżdży jesiennej pożółkły, zwiędły kwiatki ponętne dla oka? Że wicher północny połamał drzewka w tej cichej zagrodzie? Że wąż się zakradł do tego raju? A od tego czasu ciernie, głogi, oset, w wielu miejscach chwasty i zielska pasożytne rodzi ta kraina balsamowych ziół, gdzie niegdyś i miód, i mleko tak obficie płynęły? Któż z nas choć raz na życiu swoim nie był w tej Arkadii uczuć? W edeńskiej dziedzinie? Ale zarazem: któż nie musiał wyjść z tego ustronia? Czyliżbyśmy nie mogli powiedzieć, że teraz milsze dla nas wycie puszczyków z starego gmachu na wpół zapadłego w gruzy, aniżeli odgłos fletni pastuszków i słodkie dźwięki sielskiej fujary? Różne są gusta na świecie. Czyliżbyśmy nie mogli, brnąc coraz dalej w tę romantyczną jeremiadę, w te fantastyckie przywidzenia, wyznać jaśnie: że wolimy teraz przysłuchiwać się szelestowi nietope- rzów, poświstowi wichrów i uraganów niżeli westchnieniom niewinnie genialnych skotopasów i pasterek? Zalotny Dafnisie! Skromna Chloe! Któż nie uwielbiał waszego pokoju, wdzięków i cnoty? Ale nie czas teraz myślić o łąkach i zdrojach, o
	 mruczeniu waszych strumyków i beczeniu kóz. Różne są gusta; przeszedł i ten zniewieściałego sielstwa. Wszystko to mo-glibyśmy powiedzieć, przydając nadto, że wolimy cichość klasztoru nęcącą do dumań i rozmyślania nad owym sic transit gloria mundf albo podziemną katakumbę niżeli ciszę dolin, pól i
	 zielonych gajów, gdzie brzmi muzyka zefiru pieściwym wiosny tchnieniem. — Kto z książką w ręku rozpamiętywa dziwne losy rodu ludzkiego, kto uważa, jako się tu wszystko zachmurzyło i poplątało w nieodmotaną gmatwaninę. — Chrześcijanin wyjdzie prędko z tego sielstwa. Przypasze do bioder włosienni- cę, zamieszka na puszczy; Dante albo Klopstock, nie Teokryt z Karpińskim będą jego ulubieńcami.
Ale mniejsza o to. Przestajemy na oświadczeniu: że idyllizm bardzo jest piękny i zajmujący w utworze sielskiej imaginacji, w takim np. poemacie, jakim szanowny autor zbogacił literaturę naszą, wydając swego Wiesława, ale że nie wypada uważać sielskiej muzy jako podstawę wszelkiej poezji w rozprawie kry-tycznej. Jest zapewne sielskość w charakterze naszego narodu, ale są i inne strony tego charakteru, dalekie od „niewinnie genialnego” idyllizmu. Nie same zielone gaje i dąbrowy ma ziemia polska, ale także granitowe skały i przepaście, a w klimacie tutejszym są burze nawalne i pioruny —jak i w historii. Na to wszystko krytyk wzgląd swój obracać powinien, nie podsuwając właściwego sobie upodobania za skazówkę narodowego smaku. Zresztą powiedzmy z Horacym:
Scriptorum chorus omnis amat nemus et fugit urbeł.
W innym miejscu dzieła swego mówi Brodziński: „Mało które z naszych pism periodycznych okazało pewne i stałe dążenie; może w nich każdy, jak na tablicy publicznie wystawionej, pisać, co się podoba.” „Kurier” nasz „Polski” nie jest taką tablicą. Nie jest nią i „Dziennik Powszechny”. Oświadczamy wyraźnie, że dążnością „Kuriera” w przedmiotach estetycznych jest: podkopywać i wywracać wszystkie zasady zwierzchnictwa i mistrzostwa krytycznego, które szanowny autor w swoim dziele ustanawia.
Nie podobały się Brod[zińskiemu] drobiazgowe pisma pe-riodyczne. W nich główną przyczynę złego upatruje. Jakie jest to złe? — Nie pozwala uczyć filozofii obok dziennych plotek i listów gończych. Czemuż nie? W Niemczech wychodzą filozoficzne ćwiartkowe i półarkuszowe dzienniki. Takim jest np. „Eos”, do którego redakcji należał Gorres i wielu innych literatów. Czy in quarto“, czy w broszurce, czy w ulotnym pisemku prawda zawsze jednaka; czy z katedry, czy obok listów gończych, czy wreszcie na tejże samej kolumnie, która podaje do wiadomości publicznej, że zginął mały szpic angielski. Ale na nieszczęście „Kurier” nasz nie uczy filozofii; nie miałby może czytelników. Ten „Kurier” z szarego końca literatury woła tylko, że trzeba się uczyć filozofii; zdanie to jak może popiera, głosząc wszystkim wobec i każdemu, komu o tym wiedzieć należy: in hoc signo vinces, w tym znaku zwyciężysz. 
